Reklama

niedziela, 4 sierpnia 2013

Jestem staroświecka czy świat "poszedł do przodu"?

Ostatni miesiąc spędziłam na pewnym szkoleniu, mniejsza o to jakim, w gronie dziewięciu osób, podobnie jak ja, posiadających tzw. wykształcenie wyższe. 
Podczas przerw w zajęciach toczonych było wiele tzw. życiowych dyskusji. Ostatniego dnia pojawiła się dyskusja o kradzieżach w sklepach i zwracaniu na to uwagi. Przyznam, że byłam w ciężkim szoku, gdy jedna z pań z ogromnym zbulwersowaniem opowiadała sytuację spostrzeżoną w pewnym sklepie spożywczym. Otóż pewna pani robiła tam zakupy z dziećmi i starszy człowiek wzburzony zwrócił jej uwagę, że wychowuje dzieci na złodziei.
O co poszło? Dzieciaki wcinały coś w sklepie i wkładały do kieszeni jakieś batoniki. Osoba opowiadająca, ale także inni słuchacze byli tym faktem oburzone. A czym konkretnie? Ano tym, że starszy pan śmiał zwrócić kobiecie uwagę, że dzieciaki zachowują się nieodpowiedni, a wręcz karygodnie. Słuchacze, oraz opowiadająca zdarzenie były wręcz oburzone, jak starszy człowiek, człowiek posiadający zasady moralne mógł wtrącać się w przyrodzone prawo matki do wyłącznego i niezawisłego w ocenie wychowywania dzieci.
Przyznam, przeżyłam szok, gdy zwróciłam uwagę, że podjadanie towaru z półek i chowanie nawet drobnych rzeczy po kieszeniach jest zwyczajną kradzieżą i nie ma tutaj wytłumaczenia, że dzieciaki są małe. To jest odpowiedzialność matki ale także społeczeństwa aby dzieciaka nauczyć co można a co nie. Zostałam zakrzyczana, że nikt nie ma prawa wtrącać się w wychowywanie dzieci. O matko i córko. Szok kompletny. Za mojej wczesnej młodości i dzieciństwa taka sytuacja nie miałaby prawa bytu. Każdy miał prawo zwrócić uwagę na łamanie prawa i zasad dobrego wychowania a matka pewnie spaliłaby się ze wstydu, nie mówiąc już o tym, że dzieciaki poniosłyby zasłużoną karę.
Jeszcze większy szok przeżyłam, gdy moje rozmówczynie podkreśliły, że same, także będąc z dziećmi na zakupach, próbują różnych rzeczy w sklepie zanim dokonają wyboru, czy je zakupić. Cóż. Prawo mówi przecież o tym jasno a i w mediach też o tym głośno, że jest to jednak mimo wszystko kradzież. Nie ważne, czy zjesz jedno winogrono, czy garść orzechów. Jest to kradzież bez wątpienia. Czemu jednak jest na to społeczne przyzwolenie? A bo ja zjadłam tylko jeden owoc, dwa ziarenka, jeden wafelek. Niby drobiazg. Jednak czy aby na pewno? Takich podjadaczy może przecież być wielu i z jednego winogronka robi się kilka kilogramów w tygodniu - oczywiście w większych sklepach.
Oczywiście nie omieszkałam przytoczyć takich argumentów. Co jednak usłyszałam?
"A co mnie to obchodzi?? Przecież to nie są polskie sklepy więc będę to robić" (w domyśle kraść, nazywajmy rzeczy po imieniu). Cóż, do ułomnych umysłowo się nie zaliczam, więc szybko wykalkulowałam kontrargument o, że przecież w tych sklepach pracują Polacy. Zgadnijcie jaka była odpowiedź? Ale zyski idą za granicę. Na to ja, ale przecież to pracownicy poniosą konsekwencje, ponieważ to oni nie dostana podwyżek, premii, obetnie się zatrudnienie. Odpowiedź? A co mnie to obchodzi. 
Ręce mi opadły. W sumie ciężko dyskutuje się z ceglanym murem. Próbowaliście kiedyś? Spróbujcie. Może będzie zabawnie. 
Ja do dzisiaj mam uciechę, jak pomyślę o tym, jak bardzo "wykształcony", czytaj zacofany moralnie, mamy naród.
Jakie z tego wnioski? Znieczulica społeczna to zjawisko powszechnie omawiane, mało kto zatrzyma się na ulicy, aby sprawdzić czy "leżak" (policyjne nazewnictwo osób leżących), jest martwy, chory, czy może tylko leży. Mało kto przejmie się staruszką, której brak na chleb. Ale też mało kto przejmie się tym, że dajemy przykład młodzieży.
W powyższej dyskusji przytoczyłam też przykłady tego, jak to rodzice wychowują swoje pociechy i zabraniają wtrącać się innym, w tym także nauczycielom, którzy z powołania powinni wychowywać dzieci. Rodzice obiektywni nie są i to wiadomo nie od dzisiaj. Dlatego też od wieków było wprowadzane w życie określenie wychowania obywatelskiego, socjalizacji. Dziecko po to właśnie trafia "do ludzi" aby nauczyć się życia i przebywania w społeczeństwie. Ktoś, kto tego nie umie, nie przyswoił, czy to wypacza nazywany jest po prostu socjopatą z punktu widzenia psychologii ale także psychiatrii w skrajnych przypadkach. Wychowanie dzieciaka na potwora, który nie zna żadnych ograniczeń, zasady moralne pisze sobie sam i robi co chce jest robieniem krzywdy nie tylko temu dziecku ale otoczeniu w ogóle. Potem pojawia się taka banda wyrostków, która pije piwo na ulicy, pali jak smok, zakłada kosz na śmieci nauczycielowi i ma świetną zabawę mając świadomość bezkarności. Bo rodzice na to pozwalają. Pogratulować. Ja widać jestem staroświecka, ponieważ dla mnie takie zasady i takie zachowanie są zwyczajnie nie do przyjęcia.  To jest pasożytnictwo społeczne i wypaczenie wszelkich zasad dobrego wychowania. 
Czy macie odwagę zwrócić komuś uwagę na ulicy, że zachowuje się w sposób nie do przyjęcia? Czy odrostkowi powiecie, że nie powinien palić papierosów, pić alkoholu, kląć na ulicy  i zachowywać się jak dzikus? Myślę, że zdecydowana większość z Was zaprzeczy. Czemu? Ponieważ nikt z nas nie chce się narażać na agresję dzieci. Tak, wiem co mówię. Na agresję. Ja ostatnio postanowiłam się odważyć i może będzie to miało dla mnie różne konsekwencje ale zwracam uwagę na rażące zachowania.  Reakcje są różne, ale zauważyłam, że gdy mówię do danej osoby grzecznie i spokojnie, to na ogół reakcja nawet jeśli nie jest pozytywna to jest spokojna. I tak zwracam uwagę na osoby palące na przystankach autobusowych, o ile robią to w sposób bezczelny, siedząc pośród innych osób, czy stojąc tak, że dym leci mi w twarz. Kulturalnie proszę o zaprzestanie lub odejście ze względu na to, że dym mi zwyczajnie przeszkadza a ponadto jest zakaz palenia w takich miejscach. Nikt na mnie nie naskoczył, ale były to osoby dorosłe. Osoby młodociane od razu reagują agresją. Wniosek? Nie są dostosowane do społeczeństwa, czyli zsocjalizowane. 
Oj pamiętam czasy, gdy osoby starsze zwracały uwagę na niewłaściwe zachowanie nieletnich. Oj robiły się wtedy uszy czerwone i człowiek palił się ze wstydu. Teraz jest to właściwie nie do pomyślenia ze względu na "postępowość wychowawczą" rodziców, a bardziej jak myślę na to, że dzieciaki wychowywane są przez gry komputerowe, internet oraz telewizję. Brak im właściwych ram moralnych i zachowawczych, a młode pokolenie rodziców wychowane już w "wolnej Polsce", ma także bardzo "postępowe" metody wychowawcze.
Ale co ja tam w sumie wiem. Świat poszedł do przodu a ja jestem staroświecka. Ustępuję ludziom miejsca na chodniku, trzymam się prawej strony chodnika, mówię dzień dobry po wejściu do sklepu, ustępuję starszym miejsca w autobusie itd.
Jestem staroświecka. Ale mam swoje zasady. 



12 komentarzy:

  1. Pierwszą część czytałam z otwartą buzią ze zdziwienia, ale w drugiej części rzeczywiście dałaś mi do myślenia, też raczej nie zwróciłabym uwagi takim osobom. Masz całkowitą rację, co d reakcji osób na uwagi, starsi może się jeszcze czasem zawstydzą, ale młodzież (moi rówieśnicy)nigdy. A zaczęło się to już w podstawówce, kiedy nauczyciel zwrócił uwagę, dziecko się poskarżyło w domu, a matka przybiega do szkoły i zrobiła wojnę nauczycielowi. Wtedy dzieci zaczęły myśleć, że wszystko im wolno. Moja mama nigdy by nie poszła do szkoły, tylko zawsze mówiła, że starszych trzeba słuchać, a jak nauczyciel pokrzyczał, to miał rację. Dziwny jest teraz świat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwono, bardzo Ci dziękuję za ten głos. Sama mam podobne jak Ty odczucia, że teraz jest już pełna samowolka jeśli nawet nie egoizm. Kiedyś uczono nas, zaczynających edukację w latach 80-tych i wcześniej, że szanować trzeba każdego i nawet pijanemu sąsiadowi mówiło się grzecznie dzień dobry. Teraz to ja musiałam młodzież nauczyć tego, że się dorosłym znajomym mówi dzień dobry. Przychodziła gromada młodzieży na przystanek i ani be ani me. Świat rzeczywiście jest niezwykle dziwny. Kiedyś byliśmy społeczeństwem a teraz jesteśmy gromadą ludzi przypadkowych.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze, co mi się nasunęło, gdy zaczęłam czytać Twój tekst, to pytanie: dlaczego wspomniane dzieciaki wcinały coś w sklepie i kradły batoniki? - być może jest to wina ich matki, bo daje im na takie zachowanie przyzwolenie. Inne światło pada z kolei na takie zachowanie w chwili, gdy powiedziane by było, że dzieciaki tak robią, bo najzwyczajniej na świecie nie stać ich na jedzenie, bądź stać tylko na określone produkty (chleb, masło itp.), a owe batoniki nie należą do kategorii produktów pierwszej potrzeby... Mogłabym długo wymyślać im najróżniejsze usprawiedliwienia, ale nie o to chodzi. Chciałam przez to zaznaczyć, że przyczyn takich zachowań trzeba szukać z każdej strony, a nie tylko tępo patrzeć i wytykać matce błędy, które (być może) popełnia, bo jest do tego zmuszona ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co może zmusić matkę, do przyzwolenia na kradzież?

      Usuń
    2. Zmusić? Mało rzeczy. Chociażby głód i nędza a tego nie brakuje. Problem w tym, że nagminnie robią to panie "wykształcone". Z jakich powodów? Można by rozmawiać do wieczora i jeszcze by się pewnie wszystkiego nie wymieniło.
      Ale ostatnio obserwuję takie podejście do życia. Co nie moje to można wziąć, zniszczyć, ukraść.

      Usuń
  4. Według słów, rzeczonej koleżanki ta pani raczej nie była niczym zmuszona. Po prostu i dla koleżanki i dla tamtej pani w sklepie to jest norma zachowawcza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo trafne spostrzeżenia. Bywam w marketach i często widzę jak zakupy robią całe rodziny. I zdarza się, że rodzinka zwyczajnie się najada przy okazji zakupów: tatuś garść orzeszków, mamusia kiść winogron a dzieciaczki po kilka cukierków sobie podjadają. I jeszcze degustacja kawy albo jakiegoś soku. Może to sposób na życie, dzieciątka nakarmione w markecie, w domu już nie żądają cukierków.
    I pewien wygodny sposób na życie, zawsze można zaoszczędzić kilka groszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Małe dzieci trudno upilnować, kilka razy zdarzyło się, że moje maluchy coś ściągnęło z półki, ale zawsze, albo odkładałam, albo płaciłam, jeżeli zdążyły napocząć. Nie raz byłam zła, bo taki zakup nie mieścił mi się w budżecie.
    Kiedyś na dworcu kolejowym złapałam za rękę (dosłownie) młodzieńca, który wyjmował dziewczynie portfel z plecaka. Rzucił i uciekł - reakcja ludzi była raczej jednoznaczna - głupia baba, że się wtrąca.
    Co się stało z naszym narodem? Dlaczego tak zdziczeliśmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tutaj po części pokutuje socjalizm niestety. Wtedy to co było publiczne było niczyje. A do doliniarzy nikt się nie wtrącał, dopóki nie dotyczyło to jego. Może właśnie taki skostniały ktoś powinien na własnej skórze odczuć skutki takich działań aby się obudzić? Oczywiście nie życzę nikomu.
      Ginie patriotyzm ale też zasady moralne niestety :(

      Usuń
    2. Stałam kiedyś z synem przy ladzie chłodniczej z mięsem w jednym z supermarketów. Przed nami starsza Pani ( ładnie i z gustem ubrana)wybierała i przebierała.. ato za tłuste, a to jakby takie... wreszcie kazała sobie odkroić 2 pastry schabu (naprawdę ładny kawałek, który uzyskał wczesniejszą aprobatę) jakie było mojer zdziwienie, jak pani, kiedy juz owe plastry wylądowały ( po dokładnym obejrzeniu z każdej strony) na wadze, pani zrezygnowała z kupna. Ekspediebtka ( młoda dziewczyna) niemal sioe rozpłakała. Mówie, Pani, ale przeciez tak nie można, wyoglądała Pani mięso i własnei te sobie zażyczyła, przeciez ekspedientka nie sprzeda tego i bedzie mósiała zapłacic za nie. Pani z pogarda na mnie spojrzała i powiedziała, co Panią to obchodzi....i tak mi sie wydaje,że ta pani to z małej litery była..

      Usuń
    3. Niestety bywają takie osoby, niestety w starszym pokoleniu, ktore za nic mają innych i uważają tylko siebie albo co gorsza bogatych. Mam tą wątpliwą przyjemność, że moja babka uznaje tylko ludzi bogatych a reszta to dla niej śmieci. I mówi to wprost. Gorsze jeszcze jest to, że osoby takie mają podwójną moralność Kalego: Jak Kali ukraść krowa to jest dobrze. Jak Kalemu ukraść krowa to jest źle. Ta pani z małej litery zdecydowanie pewnie nie pozwoliłaby aby to ją ktoś tak potraktował.

      Usuń