Reklama

wtorek, 26 czerwca 2012

Dla samego siebie

Ciekawa jestem ile osób ma podobny problem motywacyjny jak ja? Już wyjaśniam o co chodzi. Łatwiej jest mi robić jakieś rzeczy, gdy wiem, że komuś się to może spodobać, że ktoś powie "dobra robota", lub gdy wiem, że to podniesie moją ocenę w oczach drugiego człowieka. Mam istny problem w tym, aby zrobić coś dla samej siebie. 
Zastanawiałam się przez dłuższy czas, czemu tak jest i doszłam do zaskakującego wniosku. Zostaliśmy wytresowani jak pieski do tego, aby oczekiwać nagrody.
Już w szkole nas tego uczono. Robiliśmy coś po coś. Większość z nas uczyła się dobrze, bo rodzice chcieli mieć dobre oceny. Spotykaliśmy się z jakimiś dziećmi, bo rodzicom się te dzieci podobały. Robiliśmy i mówiliśmy to, czego od nas oczekiwano, bo gdy mieliśmy swoje zdanie to kończyło się w najlepszym przypadku z etykietką "krnąbrny i niewychowany bachor", a to nie podobało się rodzicom i w ogóle otoczeniu.
I proszę się nie obruszać, ale określenie tresury jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Wytresowano nas abyśmy spełniali oczekiwania innych. Dlatego tak trudno jest się z tego kieratu wyrwać. Mamy to zwyczajnie we krwi. Działamy podświadomie jak dobrze określony mechanizm. Pół biedy jest wtedy, gdy w ogóle mamy świadomość takiego działania. Gdy już o nim mamy pojęcie to możemy zacząć świadomie zmieniać swoje nawyki. 
Na mojej półce leżą sobie i czekają na dokończenie dwa haftowane obrusy, dwie szydełkowe torby, którym należy w końcu zrobić podszewki, czeka też kilka motków bawełny, z których chcę zrobić kapelusze, czekają też do wykończenia dwie sukieneczki. Czemu ich nie kończę? Bo mi rodzicielka truje, że marnuję czas. Jaki z tego wniosek? Zaprogramowała mnie na to, a ja skrupulatnie ten program wypełniam, abym nie robiła tego, co jej nie zadowoli ;).
Wiem jak to brzmi, pewnie troszkę żałośnie. Pocieszam się jednak, że już o tym wiem. Obok mnie naszykowane są już materiały na podszewki do torebek. Jeden obrus czeka już tylko na wypranie, krochmal i żelazko. Dla drugiego muszę jeszcze poświęcić ze dwa trzy wieczory i potraktować jak poprzedni.
Sprawia mi to niesamowitą frajdę. Bo umiem to robić i podoba mi się to :)
Więc do dzieła. Szukajmy w sobie swojej własnej motywacji. Już taka, że mi się coś podoba i chcę to zrobić jest lepszą motywacją niż granie programu "kogo by tutaj dzisiaj zadowolić" 



15 komentarzy:

  1. Dobry post, fajne przemyślenia. Po głębszym zastanowieniu się, w pełni zgadzam się z tobą. Jesteśmy po prostu wytresowani, pytanie DLA KOGO?

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się z Tobą nie zgadzam. Nie zostaliśmy wytresowani, lecz zmuszani do takiego postępowania. Jedni, przyjęli to zachowanie obawiając cię pogardy ze strony innych, drudzy, o ciężkich charakterach walczyli o swoje. Każdy ma swoje zdanie, i nikt nie może go zmienić, ba, lecz uszanować. Szkoła.. hmmm.. Owszem, zmuszali nas do bycia włazidupkami, wymarzonymi dziećmi, jakich to oni chcieli uczyć, bycia przeciętnym średniakiem, albo jak kto woli średnim przeciętniakiem. Starali się o to, byśmy nie wyrośli, udupiali nas na każdym kroku. Próbowali zrobić swój rodzaj, tak jak napisałaś, tresury. Zrobisz coś co się im nie podoba, wzywają Twoich rodziców. Nie będą rozmawiać Tobą tylko nad Twoją głową, stosując zasadę "nie dyskutuj" i wiele innych sposobów. Miałaś być taka, jaką oni sobie Ciebie wymarzyli. Kwestii rodziców za bardzo nie wyjaśnię. Każdy ma innych rodziców, którzy inaczej oceniają to co robisz. Ja mogę całymi dniami siedzieć przy laptopie i robić bzdury, a oni mnie nie oceniają. Moja koleżanka ma 2-3 godziny dziennie, ponieważ musi odwalać całą robotę. Każdy ma innych rodziców. Nie można sprawić, żeby przestali Cię "tresować", lecz można sprawić, żeby robili to w mniejszym stopniu, wystarczą chęci. Szczera rozmowa z rodzicami. Mówisz co Cię boli a oni powinni to zrozumieć. Jeśli nie, przecierpiasz te kilka lat w tym pieprzonym ciągu, a później masz wolność.
    Miłej lektury :)
    W międyczasie zapraszam do mnie. Cała naga prawda o życiu, mam nadzieję, że się spodoba, i że będziesz często do mnie zaglądać :)
    www.truthunderworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście zgadzam się z tym co piszesz, ale to i tak można podciągnąć pod tresowanie nas abyśmy pasowali do ich ramek.
    I dziękuję za zaproszenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Owszem, można podciągnąć, ale nie do końca tak jest. Zgadzam się z tym co napisałaś, bo w połowie jest to tresowanie, a w połowie zmuszanie nas do tego. Tworzą nas takimi jakim sobie chcą, nie zważając na nas. Na naszą wolę. Jednak, uwielbiam to, że wychowałam się wśród ludzi, którzy nauczyli mnie woli walki i nauczyli mnie posiadać własne zdanie i o nie walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tresując zwierzę używamy różnych sztuczek aby je przymusić do tego, by robiło to co chcemy. Psa się nagradza a słonia stawia na rozpalonej blasze puszczając określoną muzykę. Wyrabiamy w nim efekt Pawłowa. Potem gdy słyszy tą muzykę unosi nogi, jakby nadal tańczył na rozpalonej blasze, mimo, że to tylko piasek areny cyrkowej.
    Podobnie jest z człowiekiem Ciągle używa się przemocy emocjonalnej od pochwał po szantaż aby osiągnąć to co chcemy i pobudzić osobnika do wykonywania wyuczonych odruchów.
    Czyż to nie jest tresura ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, lecz ja nadal uważam, że to jak oni nas traktują jest tylko w połowie tresurą. Trzeba zwrócić też uwagę na fakt, w jaki sposób zostali wychowani ludzie z tamtych lat. Wymagało się od nich oddania, bycia amoralym cwanikiem, włazidupkiem, lizusem, i uczniem wymarzonym. Zostali tego nauczeni, i w większości nas tak traktują. Tresowanie działa w ich woli. Oni chcą to zrobić. Drudzy działają mimo swojej woli. Robią to automatycznie. Co tresowaniem nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety wiem. Kwestia wychowania przez rodziców, przez internet i przez wiele innych czynników, które kształtują młodszą społeczność na, że się tak za przeproszeniem wyrażę, gówno, nie młodzierz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bzdura jeśli mogę tak powiedzieć.
    Nie ma rzeczy tylko białych i tylko czarnych. W naturze czysta czerń i czysta biel jest niezwykle unikatowa. Wszystko jest odcieniem innych kolorów.
    Podobnie tutaj.
    Zrzucanie winy na innych jest brnięciem w ślepy zaułek. Świadczy tylko o tym, że nie umiemy brać odpowiedzialności za siebie samych. Mówiąc, że coś jest wina innych jest niestety błędne. Owszem, nie są bez odpowiedzialności. Ale tylko do pewnego momentu. Gdy stajemy się świadomi cała odpowiedzialność przechodzi w 100% na nas samych.
    Teraz to tylko i wyłącznie ja sama jestem odpowiedzialna za swoje życie i za to jakim ono jest.
    Btw. Słowo wina nie jst tutaj odpowiednie. Bo tutaj nie powinno być mowy i winie wg mnie ale tylko i wyłącznie o odpowiedzialności, jej braku, lub zrzucaniu na innych.
    Oczywiście jest to tylko moje subiektywne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą w 100% motywacja to często element wpisany w nasze wychowanie. Robimy coś, bo musimy a radości z tego żadnej....Też często staram się o takie własne, tylko moje impulsy do rożnych rzeczy. Żeby się z nich cieszyć, tak po swojemu, żeby żyć.
    Cudny jest Twój blog. Najpierw go śledziłam (po cichutku). Teraz, kiedy mam już swój własny, postaram się włączać do rozmów.
    Pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie... Mam nadzieję, że moje myśli zainspirują Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zainspirują napewno :) dodałam do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
  11. fajnie :)
    wgl fajny blog + zapraszam do siebie :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podoba mi się. Podoba mi się, to co piszesz i w jaki sposób piszesz. Każde słowo przemawia do mnie bardzo mocno. Dziękuję, bo od dłuższego czasu żaden blog tak na mnie nie podziałał. Będę tu często zaglądać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń