Reklama

piątek, 11 maja 2012

Od ciszy do wzajemności


Zgiełk i gwar życia napełnia nasze umysły doświadczeniami, spostrzeżeniami i pędem. Jednak w tym zgiełku zdajemy się już nie pamiętać ile radości daje cisza i pobycie chwilę samemu. Ba. Nawet boimy się tego milczenia, myśląc, ze cisza jest zła, że milcząc pokazujemy, że brak nam słów. Nic bardziej mylnego. Cisza jest bardzo dobra. Nie należy bać się jej. Cisza jest momentem skupienia, pobycia z sobą sam na sam, pobycia z kimś innym głębiej, niż podczas wymiany słów, czy to coś wnoszących, czy to pustych, mających na celu tylko zabicie ciszy.
Ciszy się boimy i samotności się boimy. Niesłusznie, gdy jest to tylko chwilowe, ale też nie słuszne, gdy jest to potrzebą chwili czy świadomym wyborem. 

Cisza jest swoistego rodzaju medytacją. Poznawaniem siebie. Oswajaniem się z samym sobą. Czemu oswajaniem? Bo czy my obecnie w tej gonitwie za materią i wrażeniami znamy siebie tak naprawdę? Otóż pozwalam sobie wątpić. Robimy co nam każą inni: rodzice, małżonkowie, szefowie. Zadowalamy innych, zaspokajamy ich oczekiwania, potrzeby, zachcianki i życzenia. Zapominamy często o sobie a potem pojawia się frustracja, że przecież tyle dobrego zrobiliśmy dla innych a o nas się nikt nie martwi. I bardzo dobrze. Mamy to na własne życzenie. Jak to możliwe? Człowiek z natury jest egoistą i w pierwszej kolejności powinien dbać o zaspokojenie swoich potrzeb. Jednak sposób wychowania i kształtowania naszych światopoglądów wpływa na to, że łatwiej jest nam zaspokajać potrzeby innych i oczekiwać od nich (niesłusznie) wzajemności. Problem jest taki, że jesteśmy wychowywaniu w ciągłym poczuciu zależności, urojonej odpowiedzialności i wymyślonych obowiązków. Państwo socjalistyczne, ale myślę, że nie tylko, nauczyło nasze społeczeństwo potrzeby roszczeniowej i poczucia, że wszystko nam się należy. Że powinna być wzajemność, odpłacanie się. 

I tutaj przychodzi pora na odkrycie „strasznej” prawdy. Otóż nikt nic nie musi, a już napewno nie musi nam się odwdzięczać. Co innego oczywiście, gdy ktoś poprosi nas o pomoc i my zdecydujemy, że to zrobimy. Ja myślę raczej o sytuacjach, gdy coś robimy dla innych z własnej inicjatywy a potem pojawia się gigantyczny szok a nawet wściekłość, gdy okazuje się, że tamta osoba ani myśli nam się odwdzięczać. I nie musi. Ja wiem. To co napisałam teraz brzmi jak herezja i zbrodnia przeciwko utartym stereotypom. Ale spójrzmy na to z drugiej strony. 

Żyje sobie człowiek, dajmy na to Jan Igrekowski. Żyje sobie, ma dom, rodzinę, pracę i nagle pojawia się znajomy, dajmy na to pan Marian Iksiński. Pan Iksiński postanawia pomóc panu Igrekowskiego. Usłyszał o niebywałej okazji zrobienia interesu, kupnie fajnych rzeczy, w dobrej jakości po niskiej cenie. Mówi o tym panu Igrekowskiemu, pomimo tego, że pan ów w sumie nigdy nie mówił, że ma ochotę robić jakieś interesy i nie prosił pana Iksińskiego o podsuwanie jakiś okazji. Pan Igrekowski korzysta. Pan Iksiński czeka troszkę na „wdzięczność” znajomego a potem zaczyna się wkurzać, złościć, może nawet źle mówić o znajomym, że dał mu okazję a on nawet się nie odwdzięczył. Może nawet zrywa znajomość, oburzony egoizmem i tym, że został wykorzystany. Ale czy musiał się pan Igrekowski odwdzięczać i czy pan Iksiński miał za co się oburzać? Myślę, że pan Jan co najwyżej mógł ale nic nie musiał. Dlaczego? Bo nie prosił o pomoc, a nie pomaga się na siłę. Zresztą pan Marian zrobił to z własnej woli i wg mnie powinien od razu powiedzieć, że powie o okazji, ale liczy na rewanż. Gdyby to zrobił od razu, to pan Jan wiedziałby od razu, czy powinien skorzystać z okazji i się odwdzięczyć, czy nie korzystać i nie mieć problemu. 

Do czego zmierzam? Ciut mi zawile to wychodzi, ale myślę, że na przykładach najlepiej jest zrozumieć różne kwestie. Chodzi mi konkretnie o to, że jeśli sami z siebie robimy coś dla innych to nie powinniśmy od innych oczekiwać wzajemności, bo inni zwyczajnie nie mają takiego obowiązku. Jeśli pomaga się bezinteresownie to powinno to być rzeczywiście bezinteresowne. Jeśli oczekuje się rewanżu to należy jasno to zaznaczyć. Mamy tutaj przykład złej komunikacji i złego wyrażenia swoich oczekiwań i intencji. Pan Marian nie powiedział konkretnie jakie ma oczekiwania a przez to nie dość, że stały się one nieczytelne to jeszcze oczekiwał, że pan Jan się ich domyśli. 

Popatrzmy teraz szerzej i zastanówmy się. To zjawisko jest niezwykle popularne i powszechne. Częstujemy kogoś kawą ale liczymy na to, że kiedyś częstowany się zrewanżuje. Dajemy komuś ciekawą informację, ale liczymy na wzajemność. Odwiedzamy kogoś i oczekujemy rewizyty, gdy do niej nie dojdzie to często zrywane, lub schładzane są znajomości. 

Zastanawiam się tylko, czy takie szlacheckie podejście nadal ma rację bytu? Myślę, że w pewnych aspektach życia jak najbardziej. Ale myślę także, że powinno to być raczej traktowane jako miły gest a nie obowiązek drugiej strony. Oczywiście jak najbardziej uzależnione jest to od sytuacji, okoliczności oraz osób biorących udział w relacji. Niemniej jednak warto zastanowić się, czy przez drobiazgi warto niszczyć znajomości i psuć sobie zdrowie frustracją i gniewem? 

Pozostawiam do przemyślenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz